Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFESTYLE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFESTYLE. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2014

Zrób to sam - czyli sekret długowieczności

  
"Codzienna gimnastyka dla mnie to obowiązek taki sam jak mycie zębów."

Trochę jakbym słyszała samą siebie, przekonującą znajomych, że moje wstawanie o 5 rano, żeby - jak ja to nazywam - zrobić "poranny rozruch" przed pracą, jest zupełnie normalne ;) Ale tu Was zaskoczę - powyższe zdanie wypowiedziała nie wysportowana biegaczka, ale prawie 93-letni "Dziarski Dziadek".

Pewnie pamiętacie filmik, który zrobił furorę w Internecie. Pan Antoni przekonywał w nim, jak ważna jest aktywność fizyczna, bo tylko dzięki niej można dożyć długich lat i to jeszcze w takiej niezwykłej formie.  Sam ćwiczy codziennie, zdrowo się odżywia i cierpliwie odpowiada na pytania zaskoczonych ludzi, chcących poznać sekret jego długowieczności. Zainteresowanych było tak wielu, że aby siły zachować na treningi, a nie na powtarzanie tych samych rad każdemu z osobna, postanowił zawrzeć je w książce.


Nie ukrywam, że byłam jej bardzo ciekawa, bo sama staram się żyć tak zdrowo, jak to tylko możliwe i marzy mi się kiedyś taka właśnie starość - w której życie jest nadal życiem, a nie smutną egzystencją. Oczami wyobraźni widzę siebie, jako aktywną babcię, truchtającą po parku z uśmiechem na twarzy, a nie jako ostrzykniętą botoksem i nafaszerowaną lekami staruszkę, mającą problemy z zawiązaniem sobie butów.

Oczywiście, jak powtarza pan Antoni - samo nic się nie zrobi. No dobrze - zatem jak to się robi?

Przede wszystkim - człowieku, rusz się!
  
"Żeby dzień był wartościowy, to muszę uprawiać gimnastykę, namęczyć się. Ale lubię tę męczarnię".

No właśnie. Nie ma, że się nie chce. Nie ma, że pogoda nie taka, że się nie wyspałem, że muszę przecież iść do pracy. Tylko aktywność praktykowana regularnie, przez długie lata, przyniesie rezultaty. Nie trzeba od razu porywać się na bieganie maratonów, wręcz przeciwnie - każdy powinien dopasować aktywność i do wieku, i do możliwości. Nie można jednak sobie całkiem odpuścić i wykręcać się wymówkami, że nie ma się siły. Warto pamiętać, że nie robimy tego tylko dlatego, żeby dobrze wyglądać (choć zapewniam, że i to samo przyjdzie), ale przede wszystkim dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Jeśli nie przekonuje Was 93-latek truchtający po parku, jeżdżący na rowerze i robiący pompki, to ja już nie wiem co może Was przekonać.


Jedz, aby żyć - a nie żyj, żeby jeść

Lektura porad żywieniowych pana Antoniego natchnęła mnie ogromnym optymizmem, bo okazało się, że większość z nich sama stosuję na co dzień. No, może z drobnymi wyjątkami. Ale główna zasada jest prosta - jemy po to, by organizm odżywiać, a nie zatruwać.
  1. Posiłki jedz mniejsze, ale częściej. Pan Antoni sprawy nie precyzuje, ale zapewne jest to 5 posiłków jedzonych regularnie co 3 godziny.
  2. Kupuj mniej produktów - ale lepszej jakości. Wyeliminuj te przetworzone i konserwowane chemią.
  3. Pan Antoni chleb jada wyłącznie razowy, a płatki owsiane. (W moim przypadku jest trochę inaczej; z tradycyjnych chlebów jadam domowy, żytni, na zakwasie i to też w ograniczonych ilościach. Na co dzień zadowalam się chrupkim pieczywem ryżowym).
  4.  Jedz dużo warzyw, nie eliminuj zwłaszcza ziemniaków, marchwi, cebuli i czosnku. (Ja nie eliminuję niczego - poza brukselką i szpinakiem ;) Warzyw jem takie ilości, że rodzina czasem patrzy z niedowierzaniem, że takie porcje się we mnie mieszczą ;) )
  5. Nie zapominaj o owocach, ale jedz je w pierwszej połowie dnia.
  6. Zrezygnuj zupełnie z cukru, a co się z tym wiąże, oznacza to zero tortów, pączków, ciastek. Zamiast tego jedz pestki, orzechy, desery z suszonych owoców, płatków i gorzkiej czekolady o dużej zawartości kakao. (Robię tak już od wielu lat i mogę z czystym sumieniem potwierdzić - to działa).
  7. Wyeliminuj masło i margarynę. Zamiast nich doskonale sprawdzi się oliwa roślinna - tradycyjną bułę z masłem zastąp chlebem razowym polanym oliwą.
  8. Jedz wyłącznie chude mięso i to maksymalnie 2 razy w tygodniu. Możesz sobie za to pozwolić na tłuste ryby, najlepiej morskie. (Ja, jako weganka, nie jadam ani jednego a ni drugiego. Czasem, nie mając innej możliwości, pozwalam sobie na kawałek ryby lub owoce morza, ale wynika to zazwyczaj wyłącznie z wizyty w restauracjach nieposiadających niczego innego w menu ;) )
  9. Jedz dużo roślin strączkowych, a co najmniej 2 razy w tygodniu przygotowuj z nich dania, będące doskonałym, roślinnym źródłem białka. (Od siebie mogę polecić np. kotleciki z soczewicy, hummus, czy pasztet z fasoli)
  10. W ciągu dnia pij duże ilości wody, świeżo wyciskane soki, a wieczorem  zafunduj sobie napar z rumianku, szałwii i mięty. Wyeliminuj też kawę, a z alkoholi wybieraj wyłącznie czerwone wino.
  11. Całkowicie zrezygnuj z tradycyjnego mleka, zawierającego szkodliwą kazeinę. Pij i gotuj wyłącznie na mleku roślinnym. (Pan Antoni poleca zwłaszcza sojowe, ja z kolei zachęcam Was do spróbowania migdałowego - a najlepiej robienia go samemu w domu. Mnie zajmuje to 5 minut).

Zimno konserwuje

"Ćwiczenia można i trzeba wykonywać niezależnie od pory roku, nie tylko wtedy, gdy jest piękna pogoda. Oczywiście przyjemniej jest ćwiczyć, będąc lekko ubranym, w ciepły, słoneczny dzień. Ale nie powinno się uzależniać ćwiczeń od pory roku czy pogody".

Mam wrażenie, jakby te słowa były skierowane do mnie bezpośrednio. Ja co prawda nie rezygnuję z biegania z powodu deszczu albo zimna, ale nie mogę powiedzieć, żebym jesienią za tym przepadała. W głębi serca zdarza mi się trochę marudzić, gdy temperatura spada poniżej zera, zegarek nie chce złapać satelity a ja stoję gotowa do biegu, marznąc i zadając sobie pytanie: "Co ja robię tuuuuu?". Tymczasem pana Antoniego zimno nie tylko nie przeraża, ale wręcz je uwielbia i uważa za warunek zachowania dobrego zdrowia. W zimie biega boso po śniegu, zdarzało mu się zanurzać w lodowatej wodzie, a temperaturę w domu utrzymuje w granicach 13 stopni. Taka perspektywa trochę mnie przeraża, ale po lekturze jego książki nieco przykręciłam kaloryfer. Od czegoś trzeba zacząć ;)


Kochaj życie...

...bo powtórki z życia nie będzie. Zdaniem pana Antoniego, nieważne w jakim jesteśmy wieku, trzeba wyciskać je jak cytrynę. Kochać siebie, kochać swoich bliskich, budować ciepłe relacje z rodziną, rozwijać się, uczyć nowych rzeczy i cieszyć się każdą chwilą. Dlaczego?

"Spadają kolejne kartki z kalendarza, ale czas się mnie nie ima. Może dlatego, że jestem szczęśliwy? Tak, radość życia to najlepsza recepta na długowieczność".

Z tą refleksją Was zostawiam i w ramach praktycznego stosowania tej zasady, idę przygotowywać się do jutrzejszego Biegu Niepodległości :)







piątek, 7 listopada 2014

Liebster Blog Award - czyli 100 pytań do... She Runs, Bro! (no dobra, nie 100 tylko 11)

Nigdy nie biorę udziału w zabawach-łańcuszkach i odrzucam wyzwania typu: "wylej na siebie kubeł zimnej wody" - i to nie tylko dlatego, że nie lubię zimnej wody ;) Postanowiłam jednak - ten jeden raz - przełamać się i zaakceptować zaproszenie od Wild Runner's Club, który nominował mnie do Liebster Blog Award.

Zasady gry są proste - odpowiadamy na 11 zadanych pytań, nominujemy 11 innych blogerów oraz zadajemy im 11 przygotowanych przez nas pytań. Chodzi o to, byśmy poznali się lepiej i tym samym zachęcili innych do zaglądania na nasze strony. A nóż kogoś zainspirujemy pokazując, że nie jesteśmy maszynami do biegania, tylko normalnymi śmiertelnikami, których kiedyś męczyły najkrótsze dystanse i którzy mają niefanatyczny stosunek do życia.

Poniżej pytania, które z którymi mnie przyszło się zmierzyć :)

1. Standardowo; pierwszy trening, pierwsza trasa biegowa! Jak wyglądał wasz pierwszy bieg i co Cię ku niemu skłoniło ... ? 

Był kwiecień 2012 roku. Właśnie wróciłam do Warszawy po baaaaardzo obfitej Wielkanocy i czułam się fatalnie. Nawet nie chodziło o wagę (choć ta była równie obfita jak święta ;) ), ale o ogólne wrażenie ciężkości ciała i umysłu. Stwierdziłam, że czas coś z tym zrobić, więc przerzuciłam się na bardzo zdrowe odżywianie i ćwiczenia, ale wykonywałam je nieporadnie i nadal nie czułam się dobrze. I właśnie wtedy, gdy już chciałam się poddać, zobaczyłam biegacza truchtającego wzdłuż Wisłostrady. Pomyślałam - też tak chcę. Następnego dnia, zachęcona pierwszym, wczesnowiosennym słońcem, założyłam sportowe buty (niebiegowe) i dres (niebiegowy) i po raz pierwszy poszłam... biegać. Trasa była nieskomplikowana: wybrałam mały park niedaleko domu, uważając, że na więcej nie będzie mnie stać. I to nie tylko dlatego, że kondycja nie pozwalała (choć umówmy się - nie pozwalała), ale głównie z powodu wstydu. Bałam się, że będę wyglądała pokracznie, że zacznę sapać jak lokomotywa, że ludzie będą mnie oceniać. Każdy początkujący biegacz chyba miał takie myśli. Ale gdy tylko zaczęłam biec, wszystkie te obawy minęły i wszystko przestało mieć znaczenie. Oczywiście nie było łatwo - z oporami pokonałam 3 km w około 30 min, a następnego dnia umierałam z powodu zakwasów, ale wtedy już wiedziałam, że to będzie przygoda na dłużej. Trwa do dziś - od tego pierwszego truchtu minęły dwa lata, uwieńczone przebiegnięciem półmaratonu w czasie 1:56:16. 

Tak wyglądał jeden z moich pierwszych "biegów" ;) Jak widać, strój biegowy był bardzo... niebiegowy ;)

2. Aktywnie przede wszystkim; co oprócz biegania aktywnie poza domem lubisz robić. Podaj swoje ulubione i uzasadnij ... ?

Poza bieganiem regularnie chodzę na siłownię, gdzie funduję sobie pełną gamę siłowych ćwiczeń wzmacniających. Korzystam zarówno z maszyn jak i z wolnych ciężarów (dobra - w moim przypadku są to bardziej ciężarki niż ciężary) oraz katuję brzuch przy pomocy piłki lekarskiej. Uwielbiam ćwiczyć na taśmach TRX, które co prawda dają solidny wycisk całemu ciału, ale zapewniają niezłe rezultaty. No i obowiązkowo crossfit box! Nic tak nie poprawia siły nóg jak seria wskoków. Tym, którzy nie próbowali, zdecydowanie polecam!

3. Biegowo; mierz cele na zamiary, jaki będzie Twój następny biegowy poziom; dyszka, półmaraton, maraton, a może ultra. Podziel się spostrzeżeniami i tym co aktualnie zamierzasz w tym kierunku zrobić ... ?

Jedno marzenie już się spełniło - w październiku przebiegłam swój pierwszy półmaraton i to w naprawdę niezłym czasie. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia... ;) teraz marzy mi się pełen maraton. Za rok. We wrześniu. Jeśli kondycja i zdrowie pozwolą - bo to przecież najważniejsze. 

1 PZU Cracovia Półmaraton Królewski 2014

4. Podróże; jeśli miałbyś na stałe opuścić swoje miejsce zamieszkanie i udać się dokądkolwiek byś chciał, bez żądnych ograniczeń i zobowiązań! Podaj takowe max jedno miejsce na świecie ... ?

Kocham ciepło, kocham upały, więc najchętniej uciekłabym gdzieś, gdzie częściej niż w Polsce świeci słońce, gdzie ludzie są otwarci i pogodni. No i gdzie mogłabym biegać w ładnych "okolicznościach przyrody" ;) Może byłaby to Malaga na południu Hiszpanii? Może mój ukochany Rzym? Może mała sycylijska wioska położona w górach? Hmmmm... ;)

5. Muzycznie; podaj od trzech do pięciu utworów, piosenek, numerów, które dodają ci kopa ... ? Nie koniecznie musi się to wiązać z pójściem na trening!

Od mniej więcej pół roku biegam bez muzyki. Zaczęłam doceniać ciszę, naturalne odgłosy dobiegające z zewnątrz, lepiej się wtedy wyciszam i bardziej odpoczywam. Muzyki słucham więc teraz prawie wyłącznie w samochodzie. I jest ona przeróżna. Czasem jest ostrzejsza (np. Foo Fighters lub Slash), czasem chillout i jazz, czasem muzyka świata (uwielbiam muzykę etniczną; od kubańskich rytmów aż po te orientalne), a czasem poważna (dobrze nastraja mnie Brahms lub Czajkowski). Wszystko zależy od nastroju.

6. Filmowo; ulubione dzieło, dzieła, reżyser, filmy, które możesz oglądać bez końca po kilka razy, te, które Tobie się nie nudzą ... ?

Nie lubię kina komercyjnego, więc raczej trudno mnie spotkać w kinach w dużych centrach handlowych zajadającą popcorn podczas seansów ;) Wybieram kina mniejsze, studyjne, mające w repertuarze kino światowe (uwielbiam zwłaszcza hiszpańskie!) oraz filmy, po których zostaje jakaś głębsza refleksja. Choć nie pogardzę oczywiście produkcjami Woody Allena - jego filmy mogę oglądać be z końca :) Podobnie jak film "Kevin sam w domu" - bez którego nie wyobrażam sobie świąt ;)

7. Książkowo; pytanie chyba już standardowe! ;) ulubiona, ulubione, podaj kilka pozycji ... ?

Ostatnio największe wrażenie zrobiła na mnie książka Reginy Brett "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu". Bardzo mądra książka napisana przez kobietę po przejściach, która nauczyła się doceniać w życiu małe rzeczy. Warto przeczytać nawet jeśli nie ma się "kryzysu". To, o czym ona pisze, sprawi, że jeszcze bardziej doceni się małe radości i z większą pokorą spojrzy na własne życie.

8. Kulinarnie; Twoje ulubione danie, dania, co preferujesz i co możesz polecić innym ... ?

Jestem wielką fanką kuchni wegańskiej i mogę ją z czystym sumieniem polecić każdemu. Nie jest ani nudna, ani niesmaczna (wiem, że to obawy większości ludzi, którzy się do niej przymierzają), a mam dzięki niej lepsze zdrowie, samopoczucie i o wiele więcej siły. Jest tak urozmaicona, że trudno podać jedno danie, które byłoby moim ulubionym. Ale niesamowicie smakuje mi zapiekanka z bakłażanów i kaszy jaglanej, z sosem pomidorowym, doprawionym pastą sambal i przyprawą baharat. Uzależnia jak narkotyk ;)

9. Ciekawe miejsca; szukasz ucieczki od codzienności i miejskiego zgiełku, gdzie biegniesz w takim momencie, dokąd się udajesz ... ?

Mieszkając w mieście, mam do nich trochę daleko, ale moim ulubionym miejscem na wyciszenie się, złapanie oddechu i pokochanie świata na nowo są Bieszczady. To chyba jedyne miejsce, które wywołuje we mnie doznania wręcz mistyczne. Majestat gór, niezadeptanych przez turystów połonin, czyste powietrze, przestrzeń - Bieszczady to jak zakochanie się od pierwszego wejrzenia. I jak miłość na całe życie.

Zejście z Tarnicy Szerokim Wierchem

10. Ciekawi niezwykli ludzie; autorytet, autorytety, które wywarły na Tobie wielkie wrażenie i miały wpływ na Twoje, "wasze" życie i dalsze postępowanie ... ?

W każdej sferze i na różnych etapach życia miałam inne autorytety. Nie będę oryginalna, ale w dziedzinie sportu imponowała mi Ewa Chodakowska. Potrafiła porwać tłumy i podnieść je z kanap (w tym mnie ;)). W sferze zawodowo-akademickiej podziwiałam z kolei Condoleezzę Rice - jako ideał naukowca i kobietę przełamującą stereotyp, że w wielkiej polityce liczą się tylko mężczyźni. Ale muszę przyznać, że obecnie robią na mnie wrażenie nie "znani i lubiani" z pierwszych stron gazet, ale raczej zwykli ludzie, których spotykam na co dzień, a którzy imponują mi tym, jak radzą sobie z różnymi przeciwnościami losu. Tacy ludzie uczą pokory, umiejętności cieszenia się z tego, co dostajemy od życia, a nie marudzenia, że wszystkiego mamy za mało.

Spotkanie z Ewą Chodakowską

11. Gadżetowo, sprzętowo; bez czego nie potrafiłbyś się obejść na biegowej ścieżce! ;) Podaj max trzy rzeczy ...?

Jest tylko jedna taka rzecz - odkąd zaczęłam biegać z zegarkiem sportowym nie wyobrażam sobie treningu bez niego. Nie chodzi o fakt posiadania gadżetu. Nie chodzi o przerzucanie treningów i chwalenie się nimi w sieci (choć pokornie przyznaję, że to też robię ;) )  Ale lubię po prostu w trakcie biegu mieć kontrolę nad tym, co dzieje się z moim organizmem. Nie biegam dla życiówek, nie cisnę ile fabryka dała, więc chcę kontrolować tętno, sprawdzać, czy nie biegnę za szybko i czy nie forsuję swojego organizmu. Poza tym - wystarczą mi buty do biegania. I droga, w którą mogę się dzięki nim udać.

Ode mnie tyle. Zgodnie z zasadami zabawy, teraz to ja zadaję pytania i wzywam do tablicy żądając odpowiedzi ;)

1. Kiedy zacząłeś/zaczęłaś biegać i dlaczego?
2. Najdziwniejsza sytuacja, która przytrafiła Ci się podczas biegania?
3. Jeden bieg, który zapamiętasz do końca życia. Jaki i dlaczego?
4. Twój biegowy/sportowy autorytet
5. Dowolne miejsce na świecie, w którym chciałbyś/chciałabyś pobiegać. Jakie i dlaczego właśnie to?
6. Biegowe marzenie - jaki dystans chciałabyś/chciałbyś pokonać?
7. Jakimi formami aktywności uzupełniasz treningi biegowe?
8. Jak Twoim zdaniem powinien wyglądać idealnie zorganizowany bieg uliczny?
9. Najgłupszy tekst, jaki słyszałeś/słyszałaś od znajomych, niezadowolonych, że maraton paraliżuje ruch w mieście
10. Jak przekonujesz sam siebie do treningu, gdy masz gorszy dzień i nic Ci się nie chce?
11. Jak wygląda Twój rest-day?


Buty biegowe na bok i do piór! To znaczy, do klawiatury ;)

środa, 15 października 2014

Czystek - biopaliwo dla superbiegacza

Jest super
Jest super

Więc o co Ci chodzi?


Chyba każdy zna ten fragment piosenki zespołu T.Love. Ci, którzy biegają, pewnie po treningach czasem sobie nawet ją podśpiewują ;) Ja ostatnio wręcz częściej niż czasem, bo kondycja po chorobie wraca i z uśmiechem na twarzy wypatruję już swojego pierwszego półmaratonu. Ale wbrew pozorom, nie o śpiewaniu chciałabym dziś napisać (bo w tej kwestii, mimo najszczerszych chęci, jestem tak dobra, jak w jeździe figurowej na lodzie - czyli zdecydowanie NIE super). Słowo-klucz nie jest jednak przypadkowe.

Wszystko, co SUPER jest... super

Czasy, gdy idolem większości moich rówieśników był SUPERman (swoją drogą - ciekawe, co trenował, bo nogi miał jakby biegacza ;) ) bezpowrotnie minęły. Ale pojawiła się powszechna fascynacja innym SUPERbohaterem - SUPERfoods.

Tzw. superjedzenie, czyli naturalne produkty, które mają zbawienny wpływ na nasz organizm, zadomowiło się w Polsce na dobre. Jeszcze kilka lat temu, gdy mówiłam, że do owsianki dorzucam jagody goji, najczęstszą reakcją było pytanie: "Ha, ha, ha... a nie lepiej gumijagody?". Teraz większość ludzi albo sama się nimi zajada, albo przynajmniej o nich słyszała. Podobnie rzecz ma się z chia, surowymi ziarnami kakaowca, chlorellą czy spiruliną. Ale ostatnio odkryłam coś, co wydaje się mieć właściwości... jeszcze lepsze niż SUPER.

Wiadomo - nie można ufać wszystkiemu, o czym się czyta, więc cudowne działanie tego produktu postanowiłam sprawdzić na sobie. Do bycia "zającem" podczas zawodów biegowych jeszcze mi daleko, więc zabawię się chociaż w "królika doświadczalnego". No dobrze, nie trzymam już dłużej w niepewności ;) Proszę państwa - oto czystek. 

 

Trochę "czystkowej" czystej teorii

Cistus incantus, inaczej zwany różą skalną, to rodzaj krzewu rosnącego w basenie Morza Śródziemnego, a z jego suszonych liści i kwiatów zaparza się - niezwykłą ponoć - herbatkę. Czystek ma opinię kopalni polifenoli - związków organicznych, które mają działanie przeciwzapalne i wspomagają system odpornościowy (co dla każdego biegacza jest szczególnie ważne - a wiem, o czym mówię). Ma ostre właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne - i to do tego stopnia, że zalecany jest osobom cierpiącym na boreliozę. Pomaga zapobiegać ukąszeniom kleszczy (jego zawartość w organizmie sprawia, że jesteśmy dla tych owadów nieatrakcyjni - zbawienie dla biegających po lasach i parkach), a także przynosi ulgę osobom już zarażonym (substancje zawarte w czystku unieszkodliwiają krętki powodujące chorobę). Badania kliniczne wykazały, że z powodzeniem leczy też infekcje zatok, rozmaite grzybice skóry i paznokci, infekcje spowodowane przez gronkowca złocistego, wirusa opryszczki, wirusa półpaśca, zakażenia Helicobakter Pylori i inne schorzenia spowodowane namnożeniem się w ustroju niechcianych wirusów, bakterii i grzybów. I to jeszcze nie koniec jego dobrodziejstw - regularnie pita herbatka ułatwia życie alergikom, a także ma silne działanie antyoksydacyjne: wyłapuje wolne rodniki i usuwa je z organizmu, pomagając tym samym w zapobieganiu nowotworom i opóźniając procesy starzenia się.

Testy na żywym organizmie

Herbatkę przygotowujemy w sposób identyczny jak w przypadku innych ziół - łyżeczkę suszu zalewamy wrzątkiem i zaparzamy przez 10 min. Po odcedzeniu nie wyrzucajcie jednak "fusów", bo można je zalewać nawet kilka razy, tak jak w przypadku zielonej herbaty. Smak ma przyjemny, zbliżony do rumianku, z lekką nutą kwiatową, więc doskonale sprawdzi się jako zastępstwo tradycyjnych herbatek ziołowych.  

Najlepsze właściwości ma przynieść picie go regularnie, a odczuwalną różnicę mamy poczuć już po kilku tygodniach stosowania. Ruszam zatem z wyzwaniem, dam znać jak sprawdza się w moim przypadku. Jedno jest pewne - naukowcy zapewniają, że nie zaszkodzi.

No i SUPER.



~She Runs, Bro!



niedziela, 12 października 2014

Sceny z życia biegaczki - Episode 1

Najpierw -- powoli -- jak żółw -- ociężale,
Ruszyła -- maszyna -- po szynach -- ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

Jeśli słowo maszyna zamienimy na biegaczka, a szyny zastąpimy ścieżką biegową, to wierszyk Jana Brzechwy doskonale odda to, jak wyglądał dziś mój powrót do biegania na dwóch tygodniach przymusowego przestoju. Uśmiech oczywiście miałam wymalowany od ucha do ucha, bo w końcu wróciłam do aktywności, bez której życie wydaje mi się jakieś... niepełne. Ale tak jak przewidywałam, kondycja mocno ucierpiała i przed półmaratonem czeka mnie solidna dawka treningów. Nie ma to jednak znaczenia - grunt, że choroba przepędzona, kontuzja wyleczona i mogę korzystać z uroków jesieni. Bieganie ma to do siebie, że nawet jeśli nie jestem w formie albo mam gorszy dzień, to podczas treningu zawsze przytrafi się coś, co albo zachwyci, albo rozśmieszy. Tak było oczywiście i dziś.


Kończyłam już prawie wybieganie, dom majaczył na horyzoncie, ale na ostatniej prostej zatrzymały mnie światła. Podskakiwałam sobie więc w miejscu (jak to mam w zwyczaju w takich sytuacjach) i zauważyłam, że z uśmiechem przygląda mi się stojący obok, bardzo elegancki 80-latek. No tak - pomyślałam - osoba biegająca w miejscu, w niedzielę, o 7 rano, w obcisłych rajtuzopodobnych gaciach może powodować taką reakcję. Ale nie - starszy pan uśmiechał się życzliwie. Emanowała od niego taka "starowarszawska kultura" - wyobrażam sobie, że szedł właśnie na niedzielną mszę, po której wraz z kolegami z czasów AK wpadnie do kawiarni na kawę i wuzetkę. Do tego oczywiście miał na sobie pasujący outfit: kapelusik, płaszczk, krawat. Na potrzeby tej opowieści nazwijmy go więc "BESP" (Bardzo Eleganckim Starszym Panem). No wiec ja sobie podskakuję, a BESP zagaduje:

BESP: Długo już pani dziś biega?
JA: Jakieś 40 minut, czyli w sumie niedługo - odpowiadam z uśmiechem i dalej podskakuję.
BESP: A to ile kilometrów w tym czasie się przebiega?
JA: No ja to dzisiaj tylko 8, niedużo, ale ważne, że w ogóle mogę.
BESP: (z westchnieniem) Ech... żebym to ja był młodszy...
JA: (pocieszająco) Proszę pana, na bieganie nigdy nie jest za późno!
BESP: ...ale ja nie o bieganiu pomyślałem...
 
Wybuchnęłam śmiechem. Ale czasem podczas biegania równie ożywczo działa widok rozbrykanego psa, staruszki zbierającej kasztany albo głupkowaty napis na murze. I dlatego właśnie zawsze powtarzam, że biegam dla przyjemności - a nie na czas i dla bicia życiówek - bo nie chcę, żeby mi to wszystko uciekło. Nie ważne więc, że kondycja nieco siadła - najważniejsze, że wokół piękna jesień z której można czerpać pełnymi garściami. I nogami :)

Miłej niedzieli i dobrego tygodnia!






~She Runs, Bro!

środa, 8 października 2014

Melduję się na starcie!

Witajcie! :)

Stało się - pierwszy post truchcikiem, nieśmiało powędrował do sieci. Choć całkiem nowa w wirtualnym świecie biegomaniaków nie jestem i Ci, którzy śledzili dotąd moją facebookową stronę She Runs, Bro, wiedzą już o mnie całkiem sporo.

Między innymi to, że kocham biegać (tak, wiem, patrząc na nazwę bloga nikt by nie zgadł ;) ) Ale od większości kolegów i koleżanek różnię się tym, że robię to wyłącznie dla przyjemności, a nie dla wyników i bicia życiówek (choć te i tak same się pojawiają). Uśmiecham się przy tym od ucha do ucha, wygłupiam się na trasach biegowych i na mecie tak często skaczę z radości do góry, że można nabrać wątpliwości, czy trenuję bieganie czy skok wzwyż ;)



Dlatego wyobrażałam sobie, że mój pierwszy post będzie przepełniony takim właśnie optymizmem. A tu niespodzianka, bo na dzień dobry trochę pomarudzę (trwająca już od ponad tygodnia abstynencja biegowa zaczyna robić swoje ;)). Choróbsko sezonowe poskładało mnie jak należy i to do tego stopnia, że wylądowałam na L4, a o ukochanym bieganiu mogę sobie co najwyżej posta napisać. Niedługo planuję przebiec swój pierwszy półmaraton, więc kolejny tydzień bez treningów - co oczywiste - nie napawa mnie przesadnym optymizmem. Do tego przemierzając przepastne przestrzenie kawalerki, w której jestem uziemiona, uszkodziłam chyba ścięgno Achillesa. Tak, na prostej powierzchni, na przestrzeni 30m2, człapiąc z kubkiem herbaty w stronę fotela. Brzmi to niewiarygodnie, ale okazuje się, że mam więcej talentów niż przypuszczałam.

Tak więc rekonwalescencja trwa - na wielu frontach - ale nadal wierzę, że za trzy tygodnie pokonam swoje pierwsze 21 km :) Co by się nie działo - damy radę! W końcu bieganie, to nie tylko treningi - to także (a może przede wszystkim) stan umysłu :)



Więc cóż - mimo przeróżnych przeciwności losu, uśmiecham się wirtualnie, jeszcze raz witam na blogu i życzę Wam cudnego dnia!

Do zobaczenia wkrótce na ścieżkach biegowych :)

~She Runs, Bro!