Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZDROWIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZDROWIE. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2014

Zrób to sam - czyli sekret długowieczności

  
"Codzienna gimnastyka dla mnie to obowiązek taki sam jak mycie zębów."

Trochę jakbym słyszała samą siebie, przekonującą znajomych, że moje wstawanie o 5 rano, żeby - jak ja to nazywam - zrobić "poranny rozruch" przed pracą, jest zupełnie normalne ;) Ale tu Was zaskoczę - powyższe zdanie wypowiedziała nie wysportowana biegaczka, ale prawie 93-letni "Dziarski Dziadek".

Pewnie pamiętacie filmik, który zrobił furorę w Internecie. Pan Antoni przekonywał w nim, jak ważna jest aktywność fizyczna, bo tylko dzięki niej można dożyć długich lat i to jeszcze w takiej niezwykłej formie.  Sam ćwiczy codziennie, zdrowo się odżywia i cierpliwie odpowiada na pytania zaskoczonych ludzi, chcących poznać sekret jego długowieczności. Zainteresowanych było tak wielu, że aby siły zachować na treningi, a nie na powtarzanie tych samych rad każdemu z osobna, postanowił zawrzeć je w książce.


Nie ukrywam, że byłam jej bardzo ciekawa, bo sama staram się żyć tak zdrowo, jak to tylko możliwe i marzy mi się kiedyś taka właśnie starość - w której życie jest nadal życiem, a nie smutną egzystencją. Oczami wyobraźni widzę siebie, jako aktywną babcię, truchtającą po parku z uśmiechem na twarzy, a nie jako ostrzykniętą botoksem i nafaszerowaną lekami staruszkę, mającą problemy z zawiązaniem sobie butów.

Oczywiście, jak powtarza pan Antoni - samo nic się nie zrobi. No dobrze - zatem jak to się robi?

Przede wszystkim - człowieku, rusz się!
  
"Żeby dzień był wartościowy, to muszę uprawiać gimnastykę, namęczyć się. Ale lubię tę męczarnię".

No właśnie. Nie ma, że się nie chce. Nie ma, że pogoda nie taka, że się nie wyspałem, że muszę przecież iść do pracy. Tylko aktywność praktykowana regularnie, przez długie lata, przyniesie rezultaty. Nie trzeba od razu porywać się na bieganie maratonów, wręcz przeciwnie - każdy powinien dopasować aktywność i do wieku, i do możliwości. Nie można jednak sobie całkiem odpuścić i wykręcać się wymówkami, że nie ma się siły. Warto pamiętać, że nie robimy tego tylko dlatego, żeby dobrze wyglądać (choć zapewniam, że i to samo przyjdzie), ale przede wszystkim dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Jeśli nie przekonuje Was 93-latek truchtający po parku, jeżdżący na rowerze i robiący pompki, to ja już nie wiem co może Was przekonać.


Jedz, aby żyć - a nie żyj, żeby jeść

Lektura porad żywieniowych pana Antoniego natchnęła mnie ogromnym optymizmem, bo okazało się, że większość z nich sama stosuję na co dzień. No, może z drobnymi wyjątkami. Ale główna zasada jest prosta - jemy po to, by organizm odżywiać, a nie zatruwać.
  1. Posiłki jedz mniejsze, ale częściej. Pan Antoni sprawy nie precyzuje, ale zapewne jest to 5 posiłków jedzonych regularnie co 3 godziny.
  2. Kupuj mniej produktów - ale lepszej jakości. Wyeliminuj te przetworzone i konserwowane chemią.
  3. Pan Antoni chleb jada wyłącznie razowy, a płatki owsiane. (W moim przypadku jest trochę inaczej; z tradycyjnych chlebów jadam domowy, żytni, na zakwasie i to też w ograniczonych ilościach. Na co dzień zadowalam się chrupkim pieczywem ryżowym).
  4.  Jedz dużo warzyw, nie eliminuj zwłaszcza ziemniaków, marchwi, cebuli i czosnku. (Ja nie eliminuję niczego - poza brukselką i szpinakiem ;) Warzyw jem takie ilości, że rodzina czasem patrzy z niedowierzaniem, że takie porcje się we mnie mieszczą ;) )
  5. Nie zapominaj o owocach, ale jedz je w pierwszej połowie dnia.
  6. Zrezygnuj zupełnie z cukru, a co się z tym wiąże, oznacza to zero tortów, pączków, ciastek. Zamiast tego jedz pestki, orzechy, desery z suszonych owoców, płatków i gorzkiej czekolady o dużej zawartości kakao. (Robię tak już od wielu lat i mogę z czystym sumieniem potwierdzić - to działa).
  7. Wyeliminuj masło i margarynę. Zamiast nich doskonale sprawdzi się oliwa roślinna - tradycyjną bułę z masłem zastąp chlebem razowym polanym oliwą.
  8. Jedz wyłącznie chude mięso i to maksymalnie 2 razy w tygodniu. Możesz sobie za to pozwolić na tłuste ryby, najlepiej morskie. (Ja, jako weganka, nie jadam ani jednego a ni drugiego. Czasem, nie mając innej możliwości, pozwalam sobie na kawałek ryby lub owoce morza, ale wynika to zazwyczaj wyłącznie z wizyty w restauracjach nieposiadających niczego innego w menu ;) )
  9. Jedz dużo roślin strączkowych, a co najmniej 2 razy w tygodniu przygotowuj z nich dania, będące doskonałym, roślinnym źródłem białka. (Od siebie mogę polecić np. kotleciki z soczewicy, hummus, czy pasztet z fasoli)
  10. W ciągu dnia pij duże ilości wody, świeżo wyciskane soki, a wieczorem  zafunduj sobie napar z rumianku, szałwii i mięty. Wyeliminuj też kawę, a z alkoholi wybieraj wyłącznie czerwone wino.
  11. Całkowicie zrezygnuj z tradycyjnego mleka, zawierającego szkodliwą kazeinę. Pij i gotuj wyłącznie na mleku roślinnym. (Pan Antoni poleca zwłaszcza sojowe, ja z kolei zachęcam Was do spróbowania migdałowego - a najlepiej robienia go samemu w domu. Mnie zajmuje to 5 minut).

Zimno konserwuje

"Ćwiczenia można i trzeba wykonywać niezależnie od pory roku, nie tylko wtedy, gdy jest piękna pogoda. Oczywiście przyjemniej jest ćwiczyć, będąc lekko ubranym, w ciepły, słoneczny dzień. Ale nie powinno się uzależniać ćwiczeń od pory roku czy pogody".

Mam wrażenie, jakby te słowa były skierowane do mnie bezpośrednio. Ja co prawda nie rezygnuję z biegania z powodu deszczu albo zimna, ale nie mogę powiedzieć, żebym jesienią za tym przepadała. W głębi serca zdarza mi się trochę marudzić, gdy temperatura spada poniżej zera, zegarek nie chce złapać satelity a ja stoję gotowa do biegu, marznąc i zadając sobie pytanie: "Co ja robię tuuuuu?". Tymczasem pana Antoniego zimno nie tylko nie przeraża, ale wręcz je uwielbia i uważa za warunek zachowania dobrego zdrowia. W zimie biega boso po śniegu, zdarzało mu się zanurzać w lodowatej wodzie, a temperaturę w domu utrzymuje w granicach 13 stopni. Taka perspektywa trochę mnie przeraża, ale po lekturze jego książki nieco przykręciłam kaloryfer. Od czegoś trzeba zacząć ;)


Kochaj życie...

...bo powtórki z życia nie będzie. Zdaniem pana Antoniego, nieważne w jakim jesteśmy wieku, trzeba wyciskać je jak cytrynę. Kochać siebie, kochać swoich bliskich, budować ciepłe relacje z rodziną, rozwijać się, uczyć nowych rzeczy i cieszyć się każdą chwilą. Dlaczego?

"Spadają kolejne kartki z kalendarza, ale czas się mnie nie ima. Może dlatego, że jestem szczęśliwy? Tak, radość życia to najlepsza recepta na długowieczność".

Z tą refleksją Was zostawiam i w ramach praktycznego stosowania tej zasady, idę przygotowywać się do jutrzejszego Biegu Niepodległości :)







środa, 15 października 2014

Czystek - biopaliwo dla superbiegacza

Jest super
Jest super

Więc o co Ci chodzi?


Chyba każdy zna ten fragment piosenki zespołu T.Love. Ci, którzy biegają, pewnie po treningach czasem sobie nawet ją podśpiewują ;) Ja ostatnio wręcz częściej niż czasem, bo kondycja po chorobie wraca i z uśmiechem na twarzy wypatruję już swojego pierwszego półmaratonu. Ale wbrew pozorom, nie o śpiewaniu chciałabym dziś napisać (bo w tej kwestii, mimo najszczerszych chęci, jestem tak dobra, jak w jeździe figurowej na lodzie - czyli zdecydowanie NIE super). Słowo-klucz nie jest jednak przypadkowe.

Wszystko, co SUPER jest... super

Czasy, gdy idolem większości moich rówieśników był SUPERman (swoją drogą - ciekawe, co trenował, bo nogi miał jakby biegacza ;) ) bezpowrotnie minęły. Ale pojawiła się powszechna fascynacja innym SUPERbohaterem - SUPERfoods.

Tzw. superjedzenie, czyli naturalne produkty, które mają zbawienny wpływ na nasz organizm, zadomowiło się w Polsce na dobre. Jeszcze kilka lat temu, gdy mówiłam, że do owsianki dorzucam jagody goji, najczęstszą reakcją było pytanie: "Ha, ha, ha... a nie lepiej gumijagody?". Teraz większość ludzi albo sama się nimi zajada, albo przynajmniej o nich słyszała. Podobnie rzecz ma się z chia, surowymi ziarnami kakaowca, chlorellą czy spiruliną. Ale ostatnio odkryłam coś, co wydaje się mieć właściwości... jeszcze lepsze niż SUPER.

Wiadomo - nie można ufać wszystkiemu, o czym się czyta, więc cudowne działanie tego produktu postanowiłam sprawdzić na sobie. Do bycia "zającem" podczas zawodów biegowych jeszcze mi daleko, więc zabawię się chociaż w "królika doświadczalnego". No dobrze, nie trzymam już dłużej w niepewności ;) Proszę państwa - oto czystek. 

 

Trochę "czystkowej" czystej teorii

Cistus incantus, inaczej zwany różą skalną, to rodzaj krzewu rosnącego w basenie Morza Śródziemnego, a z jego suszonych liści i kwiatów zaparza się - niezwykłą ponoć - herbatkę. Czystek ma opinię kopalni polifenoli - związków organicznych, które mają działanie przeciwzapalne i wspomagają system odpornościowy (co dla każdego biegacza jest szczególnie ważne - a wiem, o czym mówię). Ma ostre właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne - i to do tego stopnia, że zalecany jest osobom cierpiącym na boreliozę. Pomaga zapobiegać ukąszeniom kleszczy (jego zawartość w organizmie sprawia, że jesteśmy dla tych owadów nieatrakcyjni - zbawienie dla biegających po lasach i parkach), a także przynosi ulgę osobom już zarażonym (substancje zawarte w czystku unieszkodliwiają krętki powodujące chorobę). Badania kliniczne wykazały, że z powodzeniem leczy też infekcje zatok, rozmaite grzybice skóry i paznokci, infekcje spowodowane przez gronkowca złocistego, wirusa opryszczki, wirusa półpaśca, zakażenia Helicobakter Pylori i inne schorzenia spowodowane namnożeniem się w ustroju niechcianych wirusów, bakterii i grzybów. I to jeszcze nie koniec jego dobrodziejstw - regularnie pita herbatka ułatwia życie alergikom, a także ma silne działanie antyoksydacyjne: wyłapuje wolne rodniki i usuwa je z organizmu, pomagając tym samym w zapobieganiu nowotworom i opóźniając procesy starzenia się.

Testy na żywym organizmie

Herbatkę przygotowujemy w sposób identyczny jak w przypadku innych ziół - łyżeczkę suszu zalewamy wrzątkiem i zaparzamy przez 10 min. Po odcedzeniu nie wyrzucajcie jednak "fusów", bo można je zalewać nawet kilka razy, tak jak w przypadku zielonej herbaty. Smak ma przyjemny, zbliżony do rumianku, z lekką nutą kwiatową, więc doskonale sprawdzi się jako zastępstwo tradycyjnych herbatek ziołowych.  

Najlepsze właściwości ma przynieść picie go regularnie, a odczuwalną różnicę mamy poczuć już po kilku tygodniach stosowania. Ruszam zatem z wyzwaniem, dam znać jak sprawdza się w moim przypadku. Jedno jest pewne - naukowcy zapewniają, że nie zaszkodzi.

No i SUPER.



~She Runs, Bro!