poniedziałek, 15 lutego 2016

Dziewczyna z balonikiem, czyli jak się biega w Walentynki

Wydaje mi się, że z bieganiem jest jak ze związkiem. Jeśli o niego dbasz, poświęcasz mu czas i wkładasz w to swoje serce, odwdzięczy Ci się tym samym i sprawi, że Walentynki będziesz mieć każdego dnia (tudzież każdego treningu :-) ). Brzmi jak biegowy Paulo Coelho? Trochę tak. Ale prawda jest taka - kto raz zakochał się w bieganiu, ten wie o czym mówię.


Czy lubię Walentynki? Lubię. Ale nie dlatego, że akurat tego dnia pokazujemy, że kochamy bardziej. Raczej dlatego, że możemy przez dobę otwarcie cieszyć się z małych rzeczy i wpleść trochę uśmiechu w to nasze zagonione, często szare i smutne życie. Nie wiem czy taka idea przyświecała organizatorom krakowskiego Biegu Walentynkowego, ale zdecydowanie wpisał się on w mój światopogląd. Decyzja była oczywista - biegnę!

Na linię startu, która mieściła się w Parku Jordana, doczłapałam przed czasem, by móc poprzyglądać się zawodnikom biegnącym w pierwszej turze. Bieg był czteroetapowy. Najpierw startowała część zawodników w kategorii singli, potem druga z nich, a następnie dwie tury biegnących par, związanych za pomocą opaski. Pomysł ciekawy, zwłaszcza, że alejki parku mają ograniczoną przepustowość, a należało wybiegać po nich 4 pętle. Ale wróćmy do wątku "przyglądania się". Ja jak to ja, zaczęłam zerkać nie tylko na biegaczy - także na baloniki w kształcie serduszek przywiązane do bramek przy mecie. Nie pytajcie, co zrobiłam - to oczywiste! 

- Czy mogę ukraść ten balonik? - spytałam, a mina prowadzącego imprezę wyrażała takie samo zdziwienie jak gdybym zapytała, czy może mi to serce wytatuować na czole. Z lekkim oporem (wszak planowałam ogołocić dekorację) pozwolił się okraść, a ja zyskałam swój znak rozpoznawczy podczas biegu. Czy wyglądałam dziwnie z balonem fruwającym za mną na każdym zakręcie? Być może. Czy kiedykolwiek mi to przeszkadzało? Niebardzo ;-) A okrzyki kibiców: "Brawa dla pani z balonikiem!" lub innych biegaczy: "Fajny balonik!" - bezcenne! :-)




Doping okazał się potrzebny, bo start zaplanowałam sobie iście po amatorsku. Atmosfera tak bardzo mnie porwała, że pierwsze okrążenie pobiegłam zdecydowanie za szybko, a co się z tym wiąże, niebawem zaczęłam słabnąć. - "No trudno", pomyślałam na trzeciej pętli. - "Skoro już się wlokę, to się tym wleczeniem pobawię" (zwłaszcza, że bawić się było czym, bo balonik ciągle miałam uczepiony do... kości ogonowej ;-) )





Ostatecznie na metę dobiegłam jako 47. kobieta, co jest doskonałym wynikiem, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wygłupiałam się przez większość trasy. Być może to jest strategia na dalsze starty? A może potwierdzenie mojej tezy, że jeśli pokochasz bieganie, ono pokocha Ciebie. Nawet jeśli wleczesz się jak ślimak.



Impreza odbywała się po raz pierwszy, dlatego już z założenia nastawiałam się na to, że coś organizacyjnie może pójść nie tak. A tu niespodzianka - było niemal idealnie. Niemal, bo na mecie nie było żadnych napojów (bawienie się balonikiem wzmaga pragnienie, bieganie pewnie też), a po obiecane wuzetki trzeba było doczłapać do budynku znajdującego się poza parkiem. Czy to zmienia moją ocenę biegu? Absolutnie nie. Atmosfera cudowna, medal piękny, a trasa w kształcie serduszka... podbiła moje serce. Do zobaczenia za rok! :-)

10 komentarzy:

  1. Bardzo pozytywny wpis! Również tam biegłam (pierwsze zawody w życiu) i wrażenia identyczne. Masz świetne nastawienie!!! [PS mój balonik wisi przy ścianie] Do zobaczenia za rok, a może szybciej! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby szybciej! Kolejne starty przed nami! Z balonikami czy też bez ;) Dzięki za dobre słowo :)

      Usuń
  2. Hmm. Doczytałem i... Pozwoliłem się okraść;)
    Tego jeszcze nie było! Pozdrawiam i ciesze się, że się podobało.
    PS herbata była na mecie, bo ją co chwile dostarczaliśmy. Może miąłaś peszek, że akurat brakło, za co przepraszam.
    PS2 To mega pozytywny wpis. Bardzo miło go się czytało. Gratulacje i koniecznie do zobaczenia na kolejnych biegach ITMBW Kraków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, no to faktycznie miałam pecha. Ale atmosfera biegu wynagrodziła mi brak herbaty :) Może następnym razem ;) Serdeczne pozdrowienia!

      Usuń
  3. Super wpis!
    Świetne ujęcie całego Walentynkowego dnia! Dzięki temu biegowi cały dzień był tak kolorowy i radosny, że każde wspomnienie wraca do mnie, kiedy tylko oglądam zdjęcia :)
    Ja biegłam w kategorii "biegu dla par". Podczas, gdy dotarłam na start z moim towarzyszem przed czasem, aby wszystkiemu się poprzyglądać, Twoja kategoria akurat zaczynała bieg. Spokojnie krążyliśmy wokół serduszka, aby przeanalizować trasę, kiedy akurat mega uśmiechnięta i radosna dziewczyna z balonikiem śmignęła obok nas. Obdarowałyśmy się nawzajem ogromnym walentynkowym uśmiechem :D Pozdrawiam cieplutko i życzę dalszych udanych i wesołych startów :)
    PS. Też nie załapałam się na mecie na herbatkę, ale nadrobiłam w biurze zawodów ;)
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak poszło podczas biegu? Bo w parze (i to złączonej) chyba trudno się biegnie ;) Ale właściwie w takich przypadkach nie o czas chodzi, tylko zabawę i czas spędzony razem :) Dziękuję za ciepłą opinię o blogu! No i do zobaczenia na kolejnych biegach!

      Usuń
    2. Też troszkę się obawiałam jak to będzie się biegło "będąc złączonym". :D Jednak niepotrzebnie ;) Mimo, że ja mam zaledwie 155 cm a mój wybranek jakieś 30 cm więcej haha :D
      Wszystko przebiegało super. Noi nawet podbiłam życiówkę nową :D na 24:32 sek ;) ale w jakimś stopniu to też dzięki niemu, bo miał mnie kto "ciągnąć" i motywować do szybszego biegu. Z tym wynikiem wylądowaliśmy na 11 miejscu na 139 par, więc jest się z czego cieszyć :)
      Pozdrawiam! ;) do zobaczenia! :)
      Dominika

      Usuń
  4. ale super! szkoda, że nie mogłam wziąć udziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za rok biegnij na pewno! Świetna impreza, no i najlepsze koszulki, jakie kiedykolwiek pojawiły się na biegach masowych :D Biegowe pozdrowienia!

      Usuń
  5. 59 yrs old Financial Analyst Minni Siney, hailing from Cookshire enjoys watching movies like Prom Night in Mississippi and Brazilian jiu-jitsu. Took a trip to Cidade Velha and drives a De Dion, Bouton et Trépardoux Dos-à-Dos Steam Runabout "La Marquise". skorzystaj z tego linku

    OdpowiedzUsuń