"Codzienna gimnastyka dla mnie to obowiązek taki sam jak mycie zębów."
Trochę jakbym słyszała samą siebie, przekonującą znajomych, że moje wstawanie o 5 rano, żeby - jak ja to nazywam - zrobić "poranny rozruch" przed pracą, jest zupełnie normalne ;) Ale tu Was zaskoczę - powyższe zdanie wypowiedziała nie wysportowana biegaczka, ale prawie 93-letni "Dziarski Dziadek".
Pewnie pamiętacie filmik, który zrobił furorę w Internecie. Pan Antoni przekonywał w nim, jak ważna jest aktywność fizyczna, bo tylko dzięki niej można dożyć długich lat i to jeszcze w takiej niezwykłej formie. Sam ćwiczy codziennie, zdrowo się odżywia i cierpliwie odpowiada na pytania zaskoczonych ludzi, chcących poznać sekret jego długowieczności. Zainteresowanych było tak wielu, że aby siły zachować na treningi, a nie na powtarzanie
tych samych rad każdemu z osobna, postanowił zawrzeć je w książce.
Nie ukrywam, że byłam jej bardzo ciekawa, bo sama staram się żyć tak zdrowo, jak to tylko możliwe i marzy mi się kiedyś taka właśnie starość - w której życie jest nadal życiem, a nie smutną egzystencją. Oczami wyobraźni widzę siebie, jako aktywną babcię, truchtającą po parku z uśmiechem na twarzy, a nie jako ostrzykniętą botoksem i nafaszerowaną lekami staruszkę, mającą problemy z zawiązaniem sobie butów.
Nie ukrywam, że byłam jej bardzo ciekawa, bo sama staram się żyć tak zdrowo, jak to tylko możliwe i marzy mi się kiedyś taka właśnie starość - w której życie jest nadal życiem, a nie smutną egzystencją. Oczami wyobraźni widzę siebie, jako aktywną babcię, truchtającą po parku z uśmiechem na twarzy, a nie jako ostrzykniętą botoksem i nafaszerowaną lekami staruszkę, mającą problemy z zawiązaniem sobie butów.
Oczywiście, jak powtarza pan Antoni - samo nic się nie zrobi. No dobrze - zatem jak to się robi?
Przede wszystkim - człowieku, rusz się!
"Żeby dzień był wartościowy, to muszę uprawiać gimnastykę, namęczyć się. Ale lubię tę męczarnię".
No właśnie. Nie ma, że się nie chce. Nie ma, że pogoda nie taka, że się nie wyspałem, że muszę przecież iść do pracy. Tylko aktywność praktykowana regularnie, przez długie lata, przyniesie rezultaty. Nie trzeba od razu porywać się na bieganie maratonów, wręcz przeciwnie - każdy powinien dopasować aktywność i do wieku, i do możliwości. Nie można jednak sobie całkiem odpuścić i wykręcać się wymówkami, że nie ma się siły. Warto pamiętać, że nie robimy tego tylko dlatego, żeby dobrze wyglądać (choć zapewniam, że i to samo przyjdzie), ale przede wszystkim dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Jeśli nie przekonuje Was 93-latek truchtający po parku, jeżdżący na rowerze i robiący pompki, to ja już nie wiem co może Was przekonać.
Jedz, aby żyć - a nie żyj, żeby jeść
Lektura porad żywieniowych pana Antoniego natchnęła mnie ogromnym optymizmem, bo okazało się, że większość z nich sama stosuję na co dzień. No, może z drobnymi wyjątkami. Ale główna zasada jest prosta - jemy po to, by organizm odżywiać, a nie zatruwać.
- Posiłki jedz mniejsze, ale częściej. Pan Antoni sprawy nie precyzuje, ale zapewne jest to 5 posiłków jedzonych regularnie co 3 godziny.
- Kupuj mniej produktów - ale lepszej jakości. Wyeliminuj te przetworzone i konserwowane chemią.
- Pan Antoni chleb jada wyłącznie razowy, a płatki owsiane. (W moim przypadku jest trochę inaczej; z tradycyjnych chlebów jadam domowy, żytni, na zakwasie i to też w ograniczonych ilościach. Na co dzień zadowalam się chrupkim pieczywem ryżowym).
- Jedz dużo warzyw, nie eliminuj zwłaszcza ziemniaków, marchwi, cebuli i czosnku. (Ja nie eliminuję niczego - poza brukselką i szpinakiem ;) Warzyw jem takie ilości, że rodzina czasem patrzy z niedowierzaniem, że takie porcje się we mnie mieszczą ;) )
- Nie zapominaj o owocach, ale jedz je w pierwszej połowie dnia.
- Zrezygnuj zupełnie z cukru, a co się z tym wiąże, oznacza to zero tortów, pączków, ciastek. Zamiast tego jedz pestki, orzechy, desery z suszonych owoców, płatków i gorzkiej czekolady o dużej zawartości kakao. (Robię tak już od wielu lat i mogę z czystym sumieniem potwierdzić - to działa).
- Wyeliminuj masło i margarynę. Zamiast nich doskonale sprawdzi się oliwa roślinna - tradycyjną bułę z masłem zastąp chlebem razowym polanym oliwą.
- Jedz wyłącznie chude mięso i to maksymalnie 2 razy w tygodniu. Możesz sobie za to pozwolić na tłuste ryby, najlepiej morskie. (Ja, jako weganka, nie jadam ani jednego a ni drugiego. Czasem, nie mając innej możliwości, pozwalam sobie na kawałek ryby lub owoce morza, ale wynika to zazwyczaj wyłącznie z wizyty w restauracjach nieposiadających niczego innego w menu ;) )
- Jedz dużo roślin strączkowych, a co najmniej 2 razy w tygodniu przygotowuj z nich dania, będące doskonałym, roślinnym źródłem białka. (Od siebie mogę polecić np. kotleciki z soczewicy, hummus, czy pasztet z fasoli)
- W ciągu dnia pij duże ilości wody, świeżo wyciskane soki, a wieczorem zafunduj sobie napar z rumianku, szałwii i mięty. Wyeliminuj też kawę, a z alkoholi wybieraj wyłącznie czerwone wino.
- Całkowicie zrezygnuj z tradycyjnego mleka, zawierającego szkodliwą kazeinę. Pij i gotuj wyłącznie na mleku roślinnym. (Pan Antoni poleca zwłaszcza sojowe, ja z kolei zachęcam Was do spróbowania migdałowego - a najlepiej robienia go samemu w domu. Mnie zajmuje to 5 minut).
"Ćwiczenia można i trzeba wykonywać niezależnie od pory roku, nie tylko
wtedy, gdy jest piękna pogoda. Oczywiście przyjemniej jest ćwiczyć,
będąc lekko ubranym, w ciepły, słoneczny dzień. Ale nie powinno się
uzależniać ćwiczeń od pory roku czy pogody".
Mam wrażenie, jakby te słowa były skierowane do mnie bezpośrednio. Ja co prawda nie rezygnuję z biegania z powodu deszczu albo zimna, ale nie mogę powiedzieć, żebym jesienią za tym przepadała. W głębi serca zdarza mi się trochę marudzić, gdy temperatura spada poniżej zera, zegarek nie chce złapać satelity a ja stoję gotowa do biegu, marznąc i zadając sobie pytanie: "Co ja robię tuuuuu?". Tymczasem pana Antoniego zimno nie tylko nie przeraża, ale wręcz je uwielbia i uważa za warunek zachowania dobrego zdrowia. W zimie biega boso po śniegu, zdarzało mu się zanurzać w lodowatej wodzie, a temperaturę w domu utrzymuje w granicach 13 stopni. Taka perspektywa trochę mnie przeraża, ale po lekturze jego książki nieco przykręciłam kaloryfer. Od czegoś trzeba zacząć ;)
Kochaj życie...
...bo powtórki z życia nie będzie. Zdaniem pana Antoniego, nieważne w jakim jesteśmy wieku, trzeba wyciskać je jak cytrynę. Kochać siebie, kochać swoich bliskich, budować ciepłe relacje z rodziną, rozwijać się, uczyć nowych rzeczy i cieszyć się każdą chwilą. Dlaczego?
"Spadają kolejne kartki z kalendarza, ale czas się mnie nie ima. Może
dlatego, że jestem szczęśliwy? Tak, radość życia to najlepsza recepta na
długowieczność".
Z tą refleksją Was zostawiam i w ramach praktycznego stosowania tej zasady, idę przygotowywać się do jutrzejszego Biegu Niepodległości :)

.jpg)


Po przeczytaniu poczułam radość życia. Chce mi się chcieć
OdpowiedzUsuń"Ja, jako weganka (...) pozwalam sobie na kawałek ryby lub owoce morza, ale wynika to zazwyczaj wyłącznie z wizyty w restauracjach nieposiadających niczego innego w menu"???
OdpowiedzUsuńPolecam zrewidować przekonanie o swojej wegańskości.
Anka Weganka
czyli nie jesteś weganką tylko osobą, która preferuje dietę roślinną. Nie mylmy pojęć.
Usuńpozdrawiam K.
Pozytywna ksiazka i jej autor ;d
OdpowiedzUsuńZapraszam na https://healthytimee.wordpress.com/ :)